,,W mgnieniu oka znikają dorośli.
Nauczyciele. Policjanci. Lekarze.
Rodzice...
Zostają nastolatki. Dzieci. Niemowlęta.
Milkną telefony. Nie działa internet.
Nie ma telewizji.
Nikt nie wie, co się stało...
Pomoc nie nadchodzi.
Czas ucieka.
W dniu swoich piętnastych urodzin znikniesz...
Tak jak oni."
10 listopada, godzina 10:18. W mgnieniu oka znikają wszyscy dorośli oraz nastolatkowie, którzy ukończyli piętnaście lat. Milkną telefony, nie działa telewizja ani internet. W miasteczku – Perdido Beach – pozostają wyłącznie niemowlęta oraz dzieci. Żadne z nich nie ma pojęcia, co się stało. Dzieciaki, przerażone zaistniałą sytuacją, starają się jednak nie tracić zimnej krwi i próbują nad wszystkim zapanować. Odkrywają ponadto, iż miasteczko zostało odgrodzone od reszty światy czymś w rodzaju muru, przez który nijak nie można się przebić. Dzieciaki nazywają obszar pod kopułą ETAP-em, co jest skrótem od hasła ,,Ekstremalne Terytorium Alei Promieniotwórczej. Co więcej, w Perdido Beach pojawiają się zmutowane zwierzęta, a niektóre dzieci zostają obdarzone paranormalnymi mocami.
Bardzo długo przymierzałam się do tej książki, aż w końcu ją kupiłam. ,,Pochłonęłam" ją w jeden wieczór i od razu na następny dzień leciałam do księgarni po następną część. Na wstępie pogratuluję autorowi świetnego pomysłu. Choć niektórzy porównują ją do książki Stephena Kinga ,,Pod kopułą", to są to zupełnie inaczej napisane powieści. Przeczytałam obie te książki i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że mimo ogromnego szacunku i podziwu dla tzw. "Króla Grozy", czyli Stephena Kinga, to ,,GONE. Zniknęli" dużo bardziej mi się podobało.
Uważam, że książka jest bardzo fajnie pisana. Przy każdym rozdziale jest jakby "licznik", który pokazuje ile godzin i minut zostało do finalnego wydarzenia, które zakończy część.
Dodatkowo na pierwszych stronach umieszczone są dwie mapki. Jedna- mapka Perdido Beach, miasteczka, w którym toczy się akcja- Druga- mapka ETAP-u, czyli terytorium znajdujące się pod kopułą. Jest to bardzo fajna koncepcja, ponieważ łatwiej jest nam sobie wyobrazić miejsca akcji, pościgi czy bitwy. Ja osobiście ciągle do niej zaglądałam.
Akcja utworu toczy się bardzo szybko, nie ma miejsca na nudę, cały czas coś się dzieje. Krótki jest także czas trwania powieści, bo liczy on zaledwie trzynaście dni. Naprawdę dużo się dzieje, jest dużo wątków i każdy jest ciekawy.
Są dobrze wykreowani bohaterowie, każdy jest inny i oryginalny na swój sposób. Trzeba dodać, że jest ich przede wszystkim bardzo dużo, a autor każdemu z nich poświęcił odpowiednią ilość uwagi. Główną postacią jest Sam, który ma prawie piętnaście lat i za kilkanaście dni także ma zniknąć. Od razu go polubiłam, dlatego że zawsze był po prostu sobą. Mimo, że w szkole nigdy nie był jakoś szczególnie wyróżniany, to stał się najważniejszą osobą w ETAP-ie. Jego najlepszym przyjacielem jest Quinn, którego osobiście nie lubiłam, no ale cóż. Sam od zawsze był zakochany w Astrid. Pięknej blondynce, którą wszyscy nazywali "Genialną Astrid", dlatego że była po prostu genialna. Chodziła w szkole na wszystkie najbardziej zaawansowane kursy studenckie itp. Sam nigdy nie pomyślałby, że taka dziewczyna się do niego odezwie. Ale w tej trudnej sytuacji, która ich zastała, zbliżają się do siebie.
Reasumując książka mi się bardzo podobała. Sięgnęłam także po następne tomy, bo takowe są. Nie zawiodłam się na nich. Myślę, że ta seria przypadnie do gustu wielu czytelnikom. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Należyta doza grozy, romansu, trochę nauki i fantasy. Świetne połączenie, choć trudne do zrealizowania, bo można się pogubić, tutaj zastosowane było idealnie. Książka już po przeczytaniu pierwszego tomu stała się jedną z moich ulubionych, dlatego serdecznie ją polecam każdemu zapalonemu czytelnikowi.
Mam nadzieję, że się podobało :)
Na tym blogu znajdziesz recenzje książek mojego autorstwa. Jeśli przeczytałeś/łaś mile widziany komentarz ;) Miłego czytania :)
wtorek, 30 grudnia 2014
niedziela, 14 grudnia 2014
,,Jutro. Kiedy zaczęła się wojna" John Mersden
,,Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli.
Okazało się, że naszego świata już nie ma.
Że nie ma już żadnych zasad.
A jutro musimy stworzyć własne."
Ellie wraz z szóstką przyjaciół wybrała się na wyprawę do Piekła. Czyli do szczególnego i niedostępnego miejsca w górach. Na wycieczce połączyły ich trwalsze więzy przyjaźni, a nawet czegoś więcej. Gdy szczęśliwa młodzież wracała do domu, zauważyła, że coś jest nie tak. Wszystko wokół było bez życia. Dookoła pustka. Okazało się, że ich kraj został opanowany przez jeden z azjatyckich krajów i prawie wszystkich poza nimi pojmano. Zostali sami. Bez żadnych zasad. Bez nikogo. Teraz muszą sobie poradzić z zupełnie innym życiem i przetrwać. Jednak to im nie wystarcza. Chcą coś zmienić, a jest to bardzo niebezpieczne. Postanawiają znaleźć trochę światła w swoim życiu, pomóc rodzinom, nie zważając już na nic.
,,Kiedy zaczęła się wojna" to pierwsza część z cyklu ,,Jutro".
Mam trochę mieszane uczucia co do tej książki. Części jest siedem oraz dalszy ciąg serii pt.,,Kroniki Ellie", których są trzy. Przyznam się bez bicia, że przeczytałam tylko pięć książek z tej serii, nawet chyba nie w całości. Na początku podobało mi się, nawet bardzo, ale już gdzieś w czwartej części zaczęłam się trochę nudzić. Nie wiem dlaczego tych ksiązek jest aż tyle, bo myślę, że spokojnie można by zakończyć to na czterech. Dalsze wydarzenie były już trochę pisane na siłę. Tak ja to odczułam. Wydawało mi się, że zdarzenia się powtarzały. Ja rozumiem, że to wojna i coś może się nie udać to trzeba to powtórzyć, ale czasem miałam tego dość.
Jednak były też plusy. Fajny fabuła, bo z taką nigdy się jeszcze nie spotkałam. Młodzież postawiona w obliczu okrucieństwa jakim jest wojna- bardzo ciekawe i przemyślane. Bohaterowie byli całkiem normalni. Zwykli nastolatkowie, ze zwykłymi problemami, którzy chcieli odpocząć w górach. Wojna sprawia, że stają się bardziej dorośli i odpowiedzialni. Możemy zauważyć jak szczególnie zmienia się Ellie. Jako, że to ona jest narratorem, widzimy jak zmienia się jej tok myślenia. Inaczej postrzega inne rzeczy, staje się bardziej odważna.
Styl pisania autora jest lekki i nie sprawia kłopotów w trakcie czytania. Jednakże, mimo że pisze dość interesująco i potrafi zaciekawić czytelnika, to nie przelewa na papier swych emocji. Gdy czytałam byłam zaabsorbowana wydarzeniami, jednak nie do końca przeżywałam książkę, a jest to bardzo duży minus tej powieści, szczerze mówiąc to największy. Aczkolwiek i tak uważam, że spisał wszystko interesująco. Ellie jest w tej powieści narratorem i spisuje historię w czasie przeszłym, jako że to wszystko już się wydarzyło. Jednakże tutaj nastało kolejne zdziwienie. Jak ta dziewczyna, tak dokładnie to wszystko zapamiętała, razem z dialogami, odczuciami i faktami? Do tego jeszcze nie doszłam i to także odrobinę mnie zraziło.
Pozycja ta spodobała mi się, ale nie trafiła do mnie całkowicie. Ten brak pełnych emocji i przeżycia historii, bardzo mnie zasmucił. Uważam, że lektura ta miała wielki potencjał, który został wykorzystany tylko częściowo. Jednak warto ją przeczytać, choćby dla wspaniałych bohaterów i dobrej fabuły.
Okazało się, że naszego świata już nie ma.
Że nie ma już żadnych zasad.
A jutro musimy stworzyć własne."
Ellie wraz z szóstką przyjaciół wybrała się na wyprawę do Piekła. Czyli do szczególnego i niedostępnego miejsca w górach. Na wycieczce połączyły ich trwalsze więzy przyjaźni, a nawet czegoś więcej. Gdy szczęśliwa młodzież wracała do domu, zauważyła, że coś jest nie tak. Wszystko wokół było bez życia. Dookoła pustka. Okazało się, że ich kraj został opanowany przez jeden z azjatyckich krajów i prawie wszystkich poza nimi pojmano. Zostali sami. Bez żadnych zasad. Bez nikogo. Teraz muszą sobie poradzić z zupełnie innym życiem i przetrwać. Jednak to im nie wystarcza. Chcą coś zmienić, a jest to bardzo niebezpieczne. Postanawiają znaleźć trochę światła w swoim życiu, pomóc rodzinom, nie zważając już na nic.
,,Kiedy zaczęła się wojna" to pierwsza część z cyklu ,,Jutro".
Mam trochę mieszane uczucia co do tej książki. Części jest siedem oraz dalszy ciąg serii pt.,,Kroniki Ellie", których są trzy. Przyznam się bez bicia, że przeczytałam tylko pięć książek z tej serii, nawet chyba nie w całości. Na początku podobało mi się, nawet bardzo, ale już gdzieś w czwartej części zaczęłam się trochę nudzić. Nie wiem dlaczego tych ksiązek jest aż tyle, bo myślę, że spokojnie można by zakończyć to na czterech. Dalsze wydarzenie były już trochę pisane na siłę. Tak ja to odczułam. Wydawało mi się, że zdarzenia się powtarzały. Ja rozumiem, że to wojna i coś może się nie udać to trzeba to powtórzyć, ale czasem miałam tego dość.
Jednak były też plusy. Fajny fabuła, bo z taką nigdy się jeszcze nie spotkałam. Młodzież postawiona w obliczu okrucieństwa jakim jest wojna- bardzo ciekawe i przemyślane. Bohaterowie byli całkiem normalni. Zwykli nastolatkowie, ze zwykłymi problemami, którzy chcieli odpocząć w górach. Wojna sprawia, że stają się bardziej dorośli i odpowiedzialni. Możemy zauważyć jak szczególnie zmienia się Ellie. Jako, że to ona jest narratorem, widzimy jak zmienia się jej tok myślenia. Inaczej postrzega inne rzeczy, staje się bardziej odważna.
Styl pisania autora jest lekki i nie sprawia kłopotów w trakcie czytania. Jednakże, mimo że pisze dość interesująco i potrafi zaciekawić czytelnika, to nie przelewa na papier swych emocji. Gdy czytałam byłam zaabsorbowana wydarzeniami, jednak nie do końca przeżywałam książkę, a jest to bardzo duży minus tej powieści, szczerze mówiąc to największy. Aczkolwiek i tak uważam, że spisał wszystko interesująco. Ellie jest w tej powieści narratorem i spisuje historię w czasie przeszłym, jako że to wszystko już się wydarzyło. Jednakże tutaj nastało kolejne zdziwienie. Jak ta dziewczyna, tak dokładnie to wszystko zapamiętała, razem z dialogami, odczuciami i faktami? Do tego jeszcze nie doszłam i to także odrobinę mnie zraziło.
Pozycja ta spodobała mi się, ale nie trafiła do mnie całkowicie. Ten brak pełnych emocji i przeżycia historii, bardzo mnie zasmucił. Uważam, że lektura ta miała wielki potencjał, który został wykorzystany tylko częściowo. Jednak warto ją przeczytać, choćby dla wspaniałych bohaterów i dobrej fabuły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

