Na tym blogu znajdziesz recenzje książek mojego autorstwa. Jeśli przeczytałeś/łaś mile widziany komentarz ;) Miłego czytania :)
czwartek, 20 listopada 2014
Hej
Nie wiem czy ktoś w ogóle czyta tego bloga... Zastanawiam się czy nadal wrzucać tu jakieś recenzje, bo myślę, że nikt raczej nie czyta tych moich wypocin :p Moglibyście dać znać w komentarzach czy chcecie żebym dalej prowadziła tego bloga? Buziaki, Tessa
sobota, 15 listopada 2014
,,Delirium" Lauren Olivier
„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
,,Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?"
Kiedy kupowałam ,,Delirium" liczyłam, że trafiłam na świetną książkę. Pomyślałam: "Fajny opis, widać, że to nietypowe romansidło". Niestety, powieść nie sprostała moim oczekiwaniom.
Lena mieszka w świecie, gdzie miłość to choroba, której ludzie panicznie się boją. Znana jako amora deliria nervosa zabija podczas swojego czwartego stadium. W wieku osiemnastu lat każdy przechodzi zabieg, podczas którego aplikuje się remedium na miłość. Ludzi łączy się w pary dobierając ich względem podobieństw charakterów, a potem (bez miłości) płodzą potomstwo i je wychowują. Lena od zawsze nie mogła doczekać się zabiegu. Tak jak inni, panicznie bała się zachorować. Jednak podczas ewaluacji, poznaje Alexa. I wtedy wszystko się zmienia. Dowiaduje się o ruchach oporu i o tym co naprawdę dzieję się w ich społeczeństwie. Odkrywa, że sama nie mogłaby żyć bez miłości. Jednak zabieg zbliża się wielkimi krokami. A bliscy Leny zaczynają podejrzewać, że zachorowała...
Zacznę może od aspektu, którego może nie powinno brać się pod uwagę przy recenzji książki, ale...Okładka. Dla tych, którzy nie czytali tej książki, może być ładna, bo taka oczywiście jest. Ale co ona ma wspólnego z treścią? No dobrze, jest twarz Leny (ja tak to odebrałam), ale po co ona jest do połowy zanurzona w wodzie? Nie mam pojęcia, może ktoś mi to kiedyś wytłumaczy...
Widać, że książka starała się wykreować na "Igrzyskach Śmierci", zresztą jak każdy przyszły młodzieżowy bestseller. Z tyłu okładki jest tekst: "Jesteś pod wrażeniem Igrzysk Śmierci? Oto następna trylogia, na której punkcie totalnie zwariujesz. Delirium to niepokojący thriller, który sprawi, że błyskawicznie sięgniesz po następny tom!" Sorry, ale ja nie zwariowałam na jej punkcie. Gdzie ten thriller, na który tak liczyłam? I owszem sięgnęłam po następny tom, ale tylko dlatego, że mam w zwyczaju dokańczanie serii.
Bardzo nie podobał mi się styl pisania Lauren. Znaczna większość książki to opisy otoczenia i przemyślenia bohaterki. Kiedy się to czyta ma się wrażenie jakby autorka próbowała opisać każdy kawałek ziemi w Portland. I to kilka razy. Akcja toczy się bardzo wolno, a dialogów nie ma prawie w ogóle. Co mnie bardzo denerwowało, ponieważ preferuję wartką akcję i konkretną treść. Nie uśmiechało mi się czytanie czterech stron o tym jak bardzo brudne były buty Leny.
Problematyka miłości jako choroby została bardzo dobrze napisana. Pozwala nam spojrzeć na miłość z innej perspektywy.
„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.” Na początku każdego rozdziału poznajemy poszczególne etapy choroby i jej objawy. Wielki plus za wykreowanie takiego świata.
Jeśli chodzi o bohaterów, to uważam że byli bardzo słabo wykreowani. Lenie nie można nic zarzucić. Autorka poświęciła jej dużo czasu. Niestety, w niektórych momentach zapomniała, że są tam też inni bohaterowie. Dowiadujemy się o nich trochę więcej dopiero w następnych częściach.
Podziwiam autorkę za ogólną ideę książki. Niewielu pisarzy wpadłoby na stworzenie tak genialnego świata, jak ten w Delirium. Zdarzenia niosą ze sobą ważne przesłania: warto walczyć o miłość, czasem trzeba się postawić władzy. Bardzo dobry pomysł na książkę. Szkoda tylko, że Lauren Olivier trochę go zmarnowała. Sama akcja, która się toczy jest fajna. Widać, że została przemyślana. Jednak, moim zdaniem, kiepsko zapisana.
To tyle. Jeśli ktoś lubi długo ciągnącą się akcję i dużo opisów lub ciekawi go jak wygląda każdy znak drogowy w Portland, to serdecznie polecam. Mnie książka trochę zawiodła. Może zbyt dużo od niej oczekiwałam? Tym którzy tak jak ja, lubią wartką akcję, dużo dialogów i niebanalnych bohaterów, radzę odłożyć książkę na półkę i zabrać się za inną.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
,,Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?"
Kiedy kupowałam ,,Delirium" liczyłam, że trafiłam na świetną książkę. Pomyślałam: "Fajny opis, widać, że to nietypowe romansidło". Niestety, powieść nie sprostała moim oczekiwaniom.
Lena mieszka w świecie, gdzie miłość to choroba, której ludzie panicznie się boją. Znana jako amora deliria nervosa zabija podczas swojego czwartego stadium. W wieku osiemnastu lat każdy przechodzi zabieg, podczas którego aplikuje się remedium na miłość. Ludzi łączy się w pary dobierając ich względem podobieństw charakterów, a potem (bez miłości) płodzą potomstwo i je wychowują. Lena od zawsze nie mogła doczekać się zabiegu. Tak jak inni, panicznie bała się zachorować. Jednak podczas ewaluacji, poznaje Alexa. I wtedy wszystko się zmienia. Dowiaduje się o ruchach oporu i o tym co naprawdę dzieję się w ich społeczeństwie. Odkrywa, że sama nie mogłaby żyć bez miłości. Jednak zabieg zbliża się wielkimi krokami. A bliscy Leny zaczynają podejrzewać, że zachorowała...
Zacznę może od aspektu, którego może nie powinno brać się pod uwagę przy recenzji książki, ale...Okładka. Dla tych, którzy nie czytali tej książki, może być ładna, bo taka oczywiście jest. Ale co ona ma wspólnego z treścią? No dobrze, jest twarz Leny (ja tak to odebrałam), ale po co ona jest do połowy zanurzona w wodzie? Nie mam pojęcia, może ktoś mi to kiedyś wytłumaczy...
Widać, że książka starała się wykreować na "Igrzyskach Śmierci", zresztą jak każdy przyszły młodzieżowy bestseller. Z tyłu okładki jest tekst: "Jesteś pod wrażeniem Igrzysk Śmierci? Oto następna trylogia, na której punkcie totalnie zwariujesz. Delirium to niepokojący thriller, który sprawi, że błyskawicznie sięgniesz po następny tom!" Sorry, ale ja nie zwariowałam na jej punkcie. Gdzie ten thriller, na który tak liczyłam? I owszem sięgnęłam po następny tom, ale tylko dlatego, że mam w zwyczaju dokańczanie serii.
Bardzo nie podobał mi się styl pisania Lauren. Znaczna większość książki to opisy otoczenia i przemyślenia bohaterki. Kiedy się to czyta ma się wrażenie jakby autorka próbowała opisać każdy kawałek ziemi w Portland. I to kilka razy. Akcja toczy się bardzo wolno, a dialogów nie ma prawie w ogóle. Co mnie bardzo denerwowało, ponieważ preferuję wartką akcję i konkretną treść. Nie uśmiechało mi się czytanie czterech stron o tym jak bardzo brudne były buty Leny.
Problematyka miłości jako choroby została bardzo dobrze napisana. Pozwala nam spojrzeć na miłość z innej perspektywy.
„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.” Na początku każdego rozdziału poznajemy poszczególne etapy choroby i jej objawy. Wielki plus za wykreowanie takiego świata.
Jeśli chodzi o bohaterów, to uważam że byli bardzo słabo wykreowani. Lenie nie można nic zarzucić. Autorka poświęciła jej dużo czasu. Niestety, w niektórych momentach zapomniała, że są tam też inni bohaterowie. Dowiadujemy się o nich trochę więcej dopiero w następnych częściach.
Podziwiam autorkę za ogólną ideę książki. Niewielu pisarzy wpadłoby na stworzenie tak genialnego świata, jak ten w Delirium. Zdarzenia niosą ze sobą ważne przesłania: warto walczyć o miłość, czasem trzeba się postawić władzy. Bardzo dobry pomysł na książkę. Szkoda tylko, że Lauren Olivier trochę go zmarnowała. Sama akcja, która się toczy jest fajna. Widać, że została przemyślana. Jednak, moim zdaniem, kiepsko zapisana.
To tyle. Jeśli ktoś lubi długo ciągnącą się akcję i dużo opisów lub ciekawi go jak wygląda każdy znak drogowy w Portland, to serdecznie polecam. Mnie książka trochę zawiodła. Może zbyt dużo od niej oczekiwałam? Tym którzy tak jak ja, lubią wartką akcję, dużo dialogów i niebanalnych bohaterów, radzę odłożyć książkę na półkę i zabrać się za inną.
piątek, 14 listopada 2014
,,Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd" Matthew Quick
,,Witajcie w Bellmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w tajemniczych okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić- odzywa się tylko wtedy gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domy, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Bellmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę..."
Podeszłam do tej książki z dużym dystansem. Dostałam ją w prezencie i sama bym jej sobie nie kupiła, no ale cóż. Jest książka, więc trzeba ją przeczytać. Nie przepadam zbyt za powieściami o charakterze obyczajowym i nie sądziłam, że ta książka zmieni moje nastawienie. Myliłam się.
Głównym bohaterem i narratorem jest siedemnastoletni Finley,dla którego liczą się na dwie rzeczy: koszykówka i jego dziewczyna Erin. Oboje chcą się wyrwać z miasta, którego tak bardzo nienawidzą. Irlandzka mafia, afro-amerykańskie gangi, niepisane reguły, narkomania i dziwne zniknięcia ludzi - to codzienność. Pewnego dnia, trener prosi Finleya o nietypową przysługę. Do miasteczka przeprowadził się jego rówieśnik i świetny koszykarz - Russel. Spotkała go osobista tragedia i Finley miałby mu pomóc stanąć na nogi poprzez bycie przyjacielem. Problem tylko w tym, że Russ nazywa siebie Numerem 21 i twierdzi, że przybył z kosmosu... Oczywiście Finley staje na wysokości zadania i zaprzyjaźnia się z Russem. Od tego momentu nowo przybyły staje się jego cieniem. Mimo różnicy w charakterach i dziwnych zachowaniach Russa, chłopaki zaprzyjaźniają się. Nie jest to typowa przyjaźń, ale im taka odpowiada. Oboje nie mówią dużo i dzięki temu rozumieją się nawzajem.
Wiele osób mogłoby powiedzieć, że ta historia jest banalna, zwykła, typowa obyczajówka. Jednak jest coś takiego w tej książce, co sprawia, że nie mogłam się od niej oderwać.
Wszyscy bohaterowie nie mają lekkiego życia, lecz nie poddają się i pokonują przeciwności. Choć łączą ich ciężkie przeżycia i duże straty, każdy jest inny.
Najbardziej polubiłam Finleya. Wykazuje się dużą determinacją i dążeniem do celu. Podobało mi się, to że miał swoją pasję i kochał ją, ale także wiedział co jest najważniejsze. Uwielbiał grać w koszykówkę, ale rodzinę i Erin zawsze stawiał na pierwszym miejscu.
Styl pisania Quicka sprawił, że powieść stała się jeszcze lepsza. Lekki, ironiczny, z dystansem do świata. Bez problemu rozpoznałabym jego książkę Jest to pierwsza powieść tego autora, którą czytam, ale zakochałam się w tych słowach tak mocno, że na pewno sięgnę po inne jego utwory.
,,Niezbędnik..." to w brew pozorom naprawdę niesamowita, poruszająca książka. Na pierwszy rzut oka nie ma w niej nic niezwykłego. Jej niezwykłość polega na prostocie. Opowiada o nadziei, rodzinie, miłości, ogromnej pasji i prawdziwej przyjaźni. Tutaj nie liczy się przebieg wydarzeń, lecz refleksyjność i piekno tej książki. Nie da się jej przeczytać i nie zastanowić się nad własnym życiem i co jest tak naprawdę ważne.
Kończąc tą recenzję, chylę czoła panu Quickowi. Podsumowując: powieść jest piękna, pozytywna i pełna nadziei. Po prostu genialna. Z czystym sercem polecam, nie tylko nastolatkom.
To już mój drugi post na blogu :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)
Podeszłam do tej książki z dużym dystansem. Dostałam ją w prezencie i sama bym jej sobie nie kupiła, no ale cóż. Jest książka, więc trzeba ją przeczytać. Nie przepadam zbyt za powieściami o charakterze obyczajowym i nie sądziłam, że ta książka zmieni moje nastawienie. Myliłam się.
Głównym bohaterem i narratorem jest siedemnastoletni Finley,dla którego liczą się na dwie rzeczy: koszykówka i jego dziewczyna Erin. Oboje chcą się wyrwać z miasta, którego tak bardzo nienawidzą. Irlandzka mafia, afro-amerykańskie gangi, niepisane reguły, narkomania i dziwne zniknięcia ludzi - to codzienność. Pewnego dnia, trener prosi Finleya o nietypową przysługę. Do miasteczka przeprowadził się jego rówieśnik i świetny koszykarz - Russel. Spotkała go osobista tragedia i Finley miałby mu pomóc stanąć na nogi poprzez bycie przyjacielem. Problem tylko w tym, że Russ nazywa siebie Numerem 21 i twierdzi, że przybył z kosmosu... Oczywiście Finley staje na wysokości zadania i zaprzyjaźnia się z Russem. Od tego momentu nowo przybyły staje się jego cieniem. Mimo różnicy w charakterach i dziwnych zachowaniach Russa, chłopaki zaprzyjaźniają się. Nie jest to typowa przyjaźń, ale im taka odpowiada. Oboje nie mówią dużo i dzięki temu rozumieją się nawzajem.
Wiele osób mogłoby powiedzieć, że ta historia jest banalna, zwykła, typowa obyczajówka. Jednak jest coś takiego w tej książce, co sprawia, że nie mogłam się od niej oderwać.
Wszyscy bohaterowie nie mają lekkiego życia, lecz nie poddają się i pokonują przeciwności. Choć łączą ich ciężkie przeżycia i duże straty, każdy jest inny.
Najbardziej polubiłam Finleya. Wykazuje się dużą determinacją i dążeniem do celu. Podobało mi się, to że miał swoją pasję i kochał ją, ale także wiedział co jest najważniejsze. Uwielbiał grać w koszykówkę, ale rodzinę i Erin zawsze stawiał na pierwszym miejscu.
Styl pisania Quicka sprawił, że powieść stała się jeszcze lepsza. Lekki, ironiczny, z dystansem do świata. Bez problemu rozpoznałabym jego książkę Jest to pierwsza powieść tego autora, którą czytam, ale zakochałam się w tych słowach tak mocno, że na pewno sięgnę po inne jego utwory.
,,Niezbędnik..." to w brew pozorom naprawdę niesamowita, poruszająca książka. Na pierwszy rzut oka nie ma w niej nic niezwykłego. Jej niezwykłość polega na prostocie. Opowiada o nadziei, rodzinie, miłości, ogromnej pasji i prawdziwej przyjaźni. Tutaj nie liczy się przebieg wydarzeń, lecz refleksyjność i piekno tej książki. Nie da się jej przeczytać i nie zastanowić się nad własnym życiem i co jest tak naprawdę ważne.
Kończąc tą recenzję, chylę czoła panu Quickowi. Podsumowując: powieść jest piękna, pozytywna i pełna nadziei. Po prostu genialna. Z czystym sercem polecam, nie tylko nastolatkom.
To już mój drugi post na blogu :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)
,,Dotyk Julii" Tahereh Mafi
,,Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha."
Julia to siedemnastolatka, która od 264 dni siedzi w ośrodku dla psychicznie chorych i obłąkanych ludzi. Od 264 dni nie wypowiedziała ani słowa.
Od 264 dni nikt jej nie dotknął. A wszystko to przez jej dar, czy jak ona to nazywa przekleństwo. Dotyk jej gołej skóry zabija. Wysysa energię życiową z każdej istoty.
Niespodziewanie do jej celi dołącza inny więzień. Nowy współlokator jest, o zgrozo, chłopakiem i ma na imię Adam. Okazuje się, że on jako jedyny może ją dotknąć.
Tymczasem bezwzględny przywódca sektora 45, Warner, wypuszcza ją z zakładu, a w zamian proponuje układ. Julia ma stać się śmiercionośną bronią przeciwko rebeliantom.
O Matko... Tyle emocji! Przed chwilą przeczytałam tą książkę jeszcze raz, aby przypomnieć sobie szczegóły i obmyślić jak napisać tą recenzję. Podczas czytania zakochałam się w niej na nowo. Każde zdanie to osobny cytat, metafora. Jest pisana bardzo emocjonalnie i delikatnie zarazem. Opisy i przemyślenia pełne patosu i może czasem zbyt nim przesycone, sprawiają że powieść trzyma czytelnika za serce.
Przekreślenia i liczne powtórzenia słów przemyśleń bohaterki , które kłębią się jej w głowie, a które próbuje przelać na papier są czymś niesamowitym, poruszającym i pozwalającym dogłębnie zrozumieć stan w jakim znajduje się Julia. Każda strona tej książki wypełniona jest emocjami, które wywołują zaciekawienie, poruszenie, a nawet złość.
,,Teraz już wiem, że naukowcy się mylą.
Ziemia jest płaska.
Wiem to, ponieważ zepchnięto mnie z jej krawędzi, choć przez 17 lat próbowałam się jej trzymać. Próbowałam wspiąć się z powrotem, ale pokonanie grawitacji graniczy z cudem, kiedy nikt nie chce podać ci ręki.
Kiedy nikt nie chce ryzykować, dotykając cię."
W całym utworze autorka stosuje motyw przekreśleń, który jak się domyśliłam, ma nam uświadomić, których myśli bohaterka wstydzi się lub nie chciała na pisać.
,,-Mogę usiąść obok ciebie?
To byłoby cudowne
-Nie"
,,- Na długo tu trafiłaś?- pyta w końcu
-Na zawsze Nie wiem.
Na początku książki przekreśleń jest dużo. Im bliżej jej końca tym ich liczba się zmniejsza. Na ostatnich stronach nie ma ich w ogóle. W ten sposób widzimy jak zmienia się Julia. Dojrzewa i staje się bardziej odważna. Przestaje uważać swoją moc za przekleństwo i zaczyna rozumieć, że ma dar.
Bohaterowie są genialnie stworzeni. Może momentami Julia denerwuje swoimi zachowaniami, które czasem są nierozważne, ale czy nie tak robią wszystkie główne bohaterki? Ale zdziwiło mnie to, jak delikatna, a zarazem silna jest Julia. Odda życie za tych, których kocha. Warner... Tego człowieka kocham, ale jeśli nie przeczytaliście trzeciej części to nie zrozumiecie tej miłości! Adam, Kenji doskonali! Uwielbiam ich obydwu, w szczególności tego drugiego za jego cięty język i jednocześnie wielkie serce. On, mimo tragizmu książki, nadaje jej odrobinę humoru, który sprawiał, że momentami zwijałam się ze śmiechu.
"Kenji patrzy na mnie. A ja na niego.
Śmieje się i kuśtyka do przodu.
- Jak na laskę od czubków to nawet jesteś sexy.
Klik.
Kenji wycofuje się z rękami nad głową. Adam przyciska lufę do jego czoła.
-Trochę szacunku, bo rozwalę ci czaszkę.
-Ż a r t o w a ł e m...
-Uśmiałem się."
"Celuję w jego nos.
-Jestem tak interesująca, że mogę cię zabić gołymi rękami.
Ledwie dostrzegam błysk strachu w jego oczach. Przełyka kilkanaście litrów upokorzenia. Próbuje się uśmiechnąć.
-Pewna jesteś, że nie jesteś stuknięta?
-Nie- przekrzywiam głowę- Nie jestem pewna.
Kenji się śmieje. Mierzy mnie wzrokiem.
-Cholera. Ale dzięki tobie stuknięty naprawdę nieźle się kojarzy."
Czasem może irytować poetycki styl autorki i nazbyt rozbudowane metafory. Spotkałam się nawet z taką opinią: ,,Gdybym chciała poczytać wiersze, to kupiłabym sobie tomik poezji."
Myślę, że tutaj wiele zależy od gustu. Ja, choć pierwszy raz spotkałam się z takim stylem, naprawdę go pokochałam. Często wracam do tej książki i uwielbiam ponownie przeżywać razem z Julią tę historię. Za każdym razem kiedy ją czytam, myślę: ,,Boże, ależ to jest genialne".
Podsumowując, jak dla mnie ta książka to klasa sama w sobie. Piękna historia, świetny styl pisania, silna bohaterka. Wszystkie aspekty, które cenię sobie w książce. Może się powtórzę, ale nie mogę tego nie napisać jeszcze raz: Kocham tę książkę. Przeczytaj ją, a też się zakochasz.
Julia to siedemnastolatka, która od 264 dni siedzi w ośrodku dla psychicznie chorych i obłąkanych ludzi. Od 264 dni nie wypowiedziała ani słowa.
Od 264 dni nikt jej nie dotknął. A wszystko to przez jej dar, czy jak ona to nazywa przekleństwo. Dotyk jej gołej skóry zabija. Wysysa energię życiową z każdej istoty.
Niespodziewanie do jej celi dołącza inny więzień. Nowy współlokator jest, o zgrozo, chłopakiem i ma na imię Adam. Okazuje się, że on jako jedyny może ją dotknąć.
Tymczasem bezwzględny przywódca sektora 45, Warner, wypuszcza ją z zakładu, a w zamian proponuje układ. Julia ma stać się śmiercionośną bronią przeciwko rebeliantom.
O Matko... Tyle emocji! Przed chwilą przeczytałam tą książkę jeszcze raz, aby przypomnieć sobie szczegóły i obmyślić jak napisać tą recenzję. Podczas czytania zakochałam się w niej na nowo. Każde zdanie to osobny cytat, metafora. Jest pisana bardzo emocjonalnie i delikatnie zarazem. Opisy i przemyślenia pełne patosu i może czasem zbyt nim przesycone, sprawiają że powieść trzyma czytelnika za serce.
Przekreślenia i liczne powtórzenia słów przemyśleń bohaterki , które kłębią się jej w głowie, a które próbuje przelać na papier są czymś niesamowitym, poruszającym i pozwalającym dogłębnie zrozumieć stan w jakim znajduje się Julia. Każda strona tej książki wypełniona jest emocjami, które wywołują zaciekawienie, poruszenie, a nawet złość.
,,Teraz już wiem, że naukowcy się mylą.
Ziemia jest płaska.
Wiem to, ponieważ zepchnięto mnie z jej krawędzi, choć przez 17 lat próbowałam się jej trzymać. Próbowałam wspiąć się z powrotem, ale pokonanie grawitacji graniczy z cudem, kiedy nikt nie chce podać ci ręki.
Kiedy nikt nie chce ryzykować, dotykając cię."
W całym utworze autorka stosuje motyw przekreśleń, który jak się domyśliłam, ma nam uświadomić, których myśli bohaterka wstydzi się lub nie chciała na pisać.
,,-Mogę usiąść obok ciebie?
-Nie"
,,- Na długo tu trafiłaś?- pyta w końcu
-
Na początku książki przekreśleń jest dużo. Im bliżej jej końca tym ich liczba się zmniejsza. Na ostatnich stronach nie ma ich w ogóle. W ten sposób widzimy jak zmienia się Julia. Dojrzewa i staje się bardziej odważna. Przestaje uważać swoją moc za przekleństwo i zaczyna rozumieć, że ma dar.
Bohaterowie są genialnie stworzeni. Może momentami Julia denerwuje swoimi zachowaniami, które czasem są nierozważne, ale czy nie tak robią wszystkie główne bohaterki? Ale zdziwiło mnie to, jak delikatna, a zarazem silna jest Julia. Odda życie za tych, których kocha. Warner... Tego człowieka kocham, ale jeśli nie przeczytaliście trzeciej części to nie zrozumiecie tej miłości! Adam, Kenji doskonali! Uwielbiam ich obydwu, w szczególności tego drugiego za jego cięty język i jednocześnie wielkie serce. On, mimo tragizmu książki, nadaje jej odrobinę humoru, który sprawiał, że momentami zwijałam się ze śmiechu.
"Kenji patrzy na mnie. A ja na niego.
Śmieje się i kuśtyka do przodu.
- Jak na laskę od czubków to nawet jesteś sexy.
Klik.
Kenji wycofuje się z rękami nad głową. Adam przyciska lufę do jego czoła.
-Trochę szacunku, bo rozwalę ci czaszkę.
-Ż a r t o w a ł e m...
-Uśmiałem się."
"Celuję w jego nos.
-Jestem tak interesująca, że mogę cię zabić gołymi rękami.
Ledwie dostrzegam błysk strachu w jego oczach. Przełyka kilkanaście litrów upokorzenia. Próbuje się uśmiechnąć.
-Pewna jesteś, że nie jesteś stuknięta?
-Nie- przekrzywiam głowę- Nie jestem pewna.
Kenji się śmieje. Mierzy mnie wzrokiem.
-Cholera. Ale dzięki tobie stuknięty naprawdę nieźle się kojarzy."
Czasem może irytować poetycki styl autorki i nazbyt rozbudowane metafory. Spotkałam się nawet z taką opinią: ,,Gdybym chciała poczytać wiersze, to kupiłabym sobie tomik poezji."
Myślę, że tutaj wiele zależy od gustu. Ja, choć pierwszy raz spotkałam się z takim stylem, naprawdę go pokochałam. Często wracam do tej książki i uwielbiam ponownie przeżywać razem z Julią tę historię. Za każdym razem kiedy ją czytam, myślę: ,,Boże, ależ to jest genialne".
Podsumowując, jak dla mnie ta książka to klasa sama w sobie. Piękna historia, świetny styl pisania, silna bohaterka. Wszystkie aspekty, które cenię sobie w książce. Może się powtórzę, ale nie mogę tego nie napisać jeszcze raz: Kocham tę książkę. Przeczytaj ją, a też się zakochasz.
Cześć!
Witam każdego kto zechciał wejść na tego bloga i poczytać moje wypociny ;D
Może dla Was nie są niczym specjalnym, ale dla mnie to bardzo ważne, jeśli ktoś skomentuje mój wpis ;) Trochę się stresuję, ale to mobilizujący stres :) Mam nadzieję, ze spodobają Wam się recenzje i będziecie zaglądać tu częściej :))
Może dla Was nie są niczym specjalnym, ale dla mnie to bardzo ważne, jeśli ktoś skomentuje mój wpis ;) Trochę się stresuję, ale to mobilizujący stres :) Mam nadzieję, ze spodobają Wam się recenzje i będziecie zaglądać tu częściej :))
Subskrybuj:
Posty (Atom)


