wtorek, 30 grudnia 2014

,,GONE. Zniknęli" Michael Grant

,,W mgnieniu oka znikają dorośli.
Nauczyciele. Policjanci. Lekarze.
Rodzice...
Zostają nastolatki. Dzieci. Niemowlęta.
Milkną telefony. Nie działa internet. 
Nie ma telewizji.
Nikt nie wie, co się stało...
Pomoc nie nadchodzi.
Czas ucieka.
W dniu swoich piętnastych urodzin znikniesz...
Tak jak oni."

10 listopada, godzina 10:18. W mgnieniu oka znikają wszyscy dorośli oraz nastolatkowie, którzy ukończyli piętnaście lat. Milkną telefony, nie działa telewizja ani internet. W miasteczku – Perdido Beach – pozostają wyłącznie niemowlęta oraz dzieci. Żadne z nich nie ma pojęcia, co się stało. Dzieciaki, przerażone zaistniałą sytuacją, starają się jednak nie tracić zimnej krwi i próbują nad wszystkim zapanować. Odkrywają ponadto, iż miasteczko zostało odgrodzone od reszty światy czymś w rodzaju muru, przez który nijak nie można się przebić. Dzieciaki nazywają obszar pod kopułą ETAP-em, co jest skrótem od hasła ,,Ekstremalne Terytorium Alei Promieniotwórczej. Co więcej, w Perdido Beach pojawiają się zmutowane zwierzęta, a niektóre dzieci zostają obdarzone paranormalnymi mocami.

Bardzo długo przymierzałam się do tej książki, aż w końcu ją kupiłam. ,,Pochłonęłam" ją w jeden wieczór i od razu na następny dzień leciałam do księgarni po następną część. Na wstępie pogratuluję autorowi świetnego pomysłu. Choć niektórzy porównują ją do książki Stephena Kinga ,,Pod kopułą", to są to zupełnie inaczej napisane powieści. Przeczytałam obie te książki i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że mimo ogromnego szacunku i podziwu dla tzw. "Króla Grozy", czyli Stephena Kinga, to ,,GONE. Zniknęli" dużo bardziej mi się podobało.

Uważam, że książka jest bardzo fajnie pisana. Przy każdym rozdziale jest jakby "licznik", który pokazuje ile godzin i minut zostało do finalnego wydarzenia, które zakończy część.
Dodatkowo na pierwszych stronach umieszczone są dwie mapki. Jedna- mapka Perdido Beach, miasteczka, w którym toczy się akcja- Druga- mapka ETAP-u, czyli terytorium znajdujące się pod kopułą. Jest to bardzo fajna koncepcja, ponieważ łatwiej jest nam sobie wyobrazić miejsca akcji, pościgi czy bitwy. Ja osobiście ciągle do niej zaglądałam.
Akcja utworu toczy się bardzo szybko, nie ma miejsca na nudę, cały czas coś się dzieje. Krótki jest także czas trwania powieści, bo liczy on zaledwie trzynaście dni. Naprawdę dużo się dzieje, jest dużo wątków i każdy jest ciekawy.

Są dobrze wykreowani bohaterowie, każdy jest inny i oryginalny na swój sposób. Trzeba dodać, że jest ich przede wszystkim bardzo dużo, a autor każdemu z nich poświęcił odpowiednią ilość uwagi. Główną postacią jest Sam, który ma prawie piętnaście lat i za kilkanaście dni także ma zniknąć. Od razu go polubiłam, dlatego że zawsze był po prostu sobą. Mimo, że w szkole nigdy nie był jakoś szczególnie wyróżniany, to stał się najważniejszą osobą w ETAP-ie. Jego najlepszym przyjacielem jest Quinn, którego osobiście nie lubiłam, no ale cóż. Sam od zawsze był zakochany w Astrid. Pięknej blondynce, którą wszyscy nazywali "Genialną Astrid", dlatego że była po prostu genialna. Chodziła w szkole na wszystkie najbardziej zaawansowane kursy studenckie itp. Sam nigdy nie pomyślałby, że taka dziewczyna się do niego odezwie. Ale w tej trudnej sytuacji, która ich zastała, zbliżają się do siebie.

Reasumując książka mi się bardzo podobała. Sięgnęłam także po następne tomy, bo takowe są. Nie zawiodłam się na nich. Myślę, że ta seria przypadnie do gustu wielu czytelnikom. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Należyta doza grozy, romansu, trochę nauki i fantasy. Świetne połączenie, choć trudne do zrealizowania, bo można się pogubić, tutaj zastosowane było idealnie. Książka już po przeczytaniu pierwszego tomu stała się jedną z moich ulubionych, dlatego serdecznie ją polecam każdemu zapalonemu czytelnikowi.

Mam nadzieję, że się podobało :)

niedziela, 14 grudnia 2014

,,Jutro. Kiedy zaczęła się wojna" John Mersden

,,Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli.
Okazało się, że naszego świata już nie ma.
Że nie ma już żadnych zasad.
A jutro musimy stworzyć własne."


Ellie wraz z szóstką przyjaciół wybrała się na wyprawę do Piekła. Czyli do szczególnego i niedostępnego miejsca w górach. Na wycieczce połączyły ich trwalsze więzy przyjaźni, a nawet czegoś więcej. Gdy szczęśliwa młodzież wracała do domu, zauważyła, że coś jest nie tak. Wszystko wokół było bez życia. Dookoła pustka. Okazało się, że ich kraj został opanowany przez jeden z azjatyckich krajów i prawie wszystkich poza nimi pojmano. Zostali sami. Bez żadnych zasad. Bez nikogo. Teraz muszą sobie poradzić z zupełnie innym życiem i przetrwać. Jednak to im nie wystarcza. Chcą coś zmienić, a jest to bardzo niebezpieczne. Postanawiają znaleźć trochę światła w swoim życiu, pomóc rodzinom, nie zważając już na nic.

,,Kiedy zaczęła się wojna" to pierwsza część z cyklu ,,Jutro".
Mam trochę mieszane uczucia co do tej książki. Części jest siedem oraz dalszy ciąg serii pt.,,Kroniki Ellie", których są trzy. Przyznam się bez bicia, że przeczytałam tylko pięć książek z tej serii, nawet chyba nie w całości. Na początku podobało mi się, nawet bardzo, ale już gdzieś w czwartej części zaczęłam się trochę nudzić. Nie wiem dlaczego tych ksiązek jest aż tyle, bo myślę, że spokojnie można by zakończyć to na czterech. Dalsze wydarzenie były już trochę pisane na siłę. Tak ja to odczułam. Wydawało mi się, że zdarzenia się powtarzały. Ja rozumiem, że to wojna i coś może się nie udać to trzeba to powtórzyć, ale czasem miałam tego dość.

Jednak były też plusy. Fajny fabuła, bo z taką nigdy się jeszcze nie spotkałam. Młodzież postawiona w obliczu okrucieństwa jakim jest wojna- bardzo ciekawe i przemyślane. Bohaterowie byli całkiem normalni. Zwykli nastolatkowie, ze zwykłymi problemami, którzy chcieli odpocząć w górach. Wojna sprawia, że stają się bardziej dorośli i odpowiedzialni. Możemy zauważyć jak szczególnie zmienia się Ellie. Jako, że to ona jest narratorem, widzimy jak zmienia się jej tok myślenia. Inaczej postrzega inne rzeczy, staje się bardziej odważna.

Styl pisania autora jest lekki i nie sprawia kłopotów w trakcie czytania. Jednakże, mimo że pisze dość interesująco i potrafi zaciekawić czytelnika, to nie przelewa na papier swych emocji. Gdy czytałam byłam zaabsorbowana wydarzeniami, jednak nie do końca przeżywałam książkę, a jest to bardzo duży minus tej powieści, szczerze mówiąc to największy. Aczkolwiek i tak uważam, że spisał wszystko interesująco. Ellie jest w tej powieści narratorem i spisuje historię w czasie przeszłym, jako że to wszystko już się wydarzyło. Jednakże tutaj nastało kolejne zdziwienie. Jak ta dziewczyna, tak dokładnie to wszystko zapamiętała, razem z dialogami, odczuciami i faktami? Do tego jeszcze nie doszłam i to także odrobinę mnie zraziło.

Pozycja ta spodobała mi się, ale nie trafiła do mnie całkowicie. Ten brak pełnych emocji i przeżycia historii, bardzo mnie zasmucił. Uważam, że lektura ta miała wielki potencjał, który został wykorzystany tylko częściowo. Jednak warto ją przeczytać, choćby dla wspaniałych bohaterów i dobrej fabuły.


czwartek, 20 listopada 2014

Hej

Nie wiem czy ktoś w ogóle czyta tego bloga... Zastanawiam się czy nadal wrzucać tu jakieś recenzje, bo myślę, że nikt raczej nie czyta tych moich wypocin :p Moglibyście dać znać w komentarzach czy chcecie żebym dalej prowadziła tego bloga? Buziaki, Tessa

sobota, 15 listopada 2014

,,Delirium" Lauren Olivier

„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
,,Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.

Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?"

Kiedy kupowałam ,,Delirium" liczyłam, że trafiłam na świetną książkę. Pomyślałam: "Fajny opis, widać, że to nietypowe romansidło". Niestety, powieść nie sprostała moim oczekiwaniom.

Lena mieszka w świecie, gdzie miłość to choroba, której ludzie panicznie się boją. Znana jako amora deliria nervosa zabija podczas swojego czwartego stadium. W wieku osiemnastu lat każdy przechodzi zabieg, podczas którego aplikuje się remedium na miłość. Ludzi łączy się w pary dobierając ich względem podobieństw charakterów, a potem (bez miłości) płodzą potomstwo i je wychowują. Lena od zawsze nie mogła doczekać się zabiegu. Tak jak inni, panicznie bała się zachorować. Jednak podczas ewaluacji, poznaje Alexa. I wtedy wszystko się zmienia. Dowiaduje się o ruchach oporu i o tym co naprawdę dzieję się w ich społeczeństwie. Odkrywa, że sama nie mogłaby żyć bez miłości. Jednak zabieg zbliża się wielkimi krokami. A bliscy Leny zaczynają podejrzewać, że zachorowała...

Zacznę może od aspektu, którego może nie powinno brać się pod uwagę przy recenzji  książki, ale...Okładka. Dla tych, którzy nie czytali tej książki, może być ładna, bo taka oczywiście jest. Ale co ona ma wspólnego z treścią? No dobrze, jest twarz Leny (ja tak to odebrałam), ale po co ona jest do połowy zanurzona w wodzie? Nie mam pojęcia, może ktoś mi to kiedyś wytłumaczy...

Widać, że książka starała się wykreować na "Igrzyskach Śmierci", zresztą jak każdy przyszły młodzieżowy bestseller. Z tyłu okładki jest tekst: "Jesteś pod wrażeniem Igrzysk Śmierci? Oto następna trylogia, na której punkcie totalnie zwariujesz. Delirium to niepokojący thriller, który sprawi, że błyskawicznie sięgniesz po następny tom!" Sorry, ale ja nie zwariowałam na jej punkcie. Gdzie ten thriller, na który tak liczyłam? I owszem sięgnęłam po następny tom, ale tylko dlatego, że mam w zwyczaju dokańczanie serii.

Bardzo nie podobał mi się styl pisania Lauren. Znaczna większość książki to opisy otoczenia i przemyślenia bohaterki. Kiedy się to czyta ma się wrażenie jakby autorka próbowała opisać każdy kawałek ziemi w Portland. I to kilka razy. Akcja toczy się bardzo wolno, a dialogów nie ma prawie w ogóle. Co mnie bardzo denerwowało, ponieważ preferuję wartką akcję i konkretną treść. Nie uśmiechało mi się czytanie czterech stron o tym jak bardzo brudne były buty Leny.

Problematyka miłości jako choroby została bardzo dobrze napisana. Pozwala nam spojrzeć na miłość z innej perspektywy.
„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.” Na początku każdego rozdziału poznajemy poszczególne etapy choroby i jej objawy. Wielki plus za wykreowanie takiego świata.

Jeśli chodzi o bohaterów, to uważam że byli bardzo słabo wykreowani. Lenie nie można nic zarzucić. Autorka poświęciła jej dużo czasu. Niestety, w niektórych momentach zapomniała, że są tam też inni bohaterowie. Dowiadujemy się o nich trochę więcej dopiero w następnych częściach.

Podziwiam autorkę za ogólną ideę książki. Niewielu pisarzy wpadłoby na stworzenie tak genialnego świata, jak ten w Delirium. Zdarzenia niosą ze sobą ważne przesłania: warto walczyć o miłość, czasem trzeba się postawić władzy. Bardzo dobry pomysł na książkę. Szkoda tylko, że Lauren Olivier trochę go zmarnowała. Sama akcja, która się toczy jest fajna. Widać, że została przemyślana. Jednak, moim zdaniem, kiepsko zapisana.

To tyle. Jeśli ktoś lubi długo ciągnącą się akcję i dużo opisów lub ciekawi go jak wygląda każdy znak drogowy w Portland, to serdecznie polecam. Mnie książka trochę zawiodła. Może zbyt dużo od niej oczekiwałam? Tym którzy tak jak ja, lubią wartką akcję, dużo dialogów i niebanalnych bohaterów, radzę odłożyć książkę na półkę i zabrać się za inną.



piątek, 14 listopada 2014

,,Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd" Matthew Quick

,,Witajcie w Bellmont, gdzie rządzą czarne gangi oraz irlandzka mafia (zależy od dzielnicy) i gdzie mieszka Finley. Jego dziadek nie ma obu nóg, ojciec pracuje na nocną zmianę, a matka zginęła w tajemniczych okolicznościach, o których nikt nie chce mówić. Finley też nie chce mówić- odzywa się tylko wtedy gdy musi. Woli grać w koszykówkę. Jedyną osobą, która rozumie Finleya, jest jego dziewczyna Erin. Oboje co wieczór spotykają się na dachu jego domy, patrzą w gwiazdy i marzą o tym, aby wydostać się z piekła, jakim jest Bellmont. Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę..."

Podeszłam do tej książki z dużym dystansem. Dostałam ją w prezencie i sama bym jej sobie nie kupiła, no ale cóż. Jest książka, więc trzeba ją przeczytać. Nie przepadam zbyt za powieściami o charakterze obyczajowym i nie sądziłam, że ta książka zmieni moje nastawienie. Myliłam się.

Głównym bohaterem i narratorem jest siedemnastoletni Finley,dla którego liczą się na dwie rzeczy: koszykówka i jego dziewczyna Erin. Oboje chcą się wyrwać z miasta, którego tak bardzo nienawidzą. Irlandzka mafia, afro-amerykańskie gangi, niepisane reguły, narkomania i dziwne zniknięcia ludzi - to codzienność. Pewnego dnia, trener prosi Finleya o nietypową przysługę. Do miasteczka przeprowadził się jego rówieśnik i świetny koszykarz - Russel. Spotkała go osobista tragedia i Finley miałby mu pomóc stanąć na nogi poprzez bycie przyjacielem. Problem tylko w tym, że Russ nazywa siebie Numerem 21 i twierdzi, że przybył z kosmosu... Oczywiście Finley staje na wysokości zadania i zaprzyjaźnia się z Russem. Od tego momentu nowo przybyły staje się jego cieniem. Mimo różnicy w charakterach i dziwnych zachowaniach Russa, chłopaki zaprzyjaźniają się. Nie jest to typowa przyjaźń, ale im taka odpowiada. Oboje nie mówią dużo i dzięki temu rozumieją się nawzajem.

 Wiele osób mogłoby powiedzieć, że ta historia jest banalna, zwykła, typowa obyczajówka. Jednak jest coś takiego w tej książce, co sprawia, że nie mogłam się od niej oderwać.
Wszyscy bohaterowie nie mają lekkiego życia, lecz nie poddają się i pokonują przeciwności. Choć łączą ich ciężkie przeżycia i duże straty, każdy jest inny.
Najbardziej polubiłam Finleya. Wykazuje się dużą determinacją i dążeniem do celu.  Podobało mi się, to że miał swoją pasję i kochał ją, ale także wiedział co jest najważniejsze. Uwielbiał grać w koszykówkę, ale rodzinę i Erin zawsze stawiał na pierwszym miejscu.

Styl pisania Quicka sprawił, że powieść stała się jeszcze lepsza. Lekki, ironiczny, z dystansem do świata. Bez problemu rozpoznałabym jego książkę Jest to pierwsza powieść tego autora, którą czytam, ale zakochałam się w tych słowach tak mocno, że na pewno sięgnę po inne jego utwory.

,,Niezbędnik..." to w brew pozorom naprawdę niesamowita, poruszająca książka. Na pierwszy rzut oka nie ma w niej nic niezwykłego. Jej niezwykłość polega na prostocie. Opowiada o nadziei, rodzinie, miłości, ogromnej pasji i prawdziwej przyjaźni. Tutaj nie liczy się przebieg wydarzeń, lecz refleksyjność i piekno tej książki. Nie da się jej przeczytać i nie zastanowić się nad własnym życiem i co jest tak naprawdę ważne.

Kończąc tą recenzję, chylę czoła panu Quickowi. Podsumowując: powieść jest piękna, pozytywna i pełna nadziei. Po prostu genialna. Z czystym sercem polecam, nie tylko nastolatkom.

To już mój drugi post na blogu :) Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;)

,,Dotyk Julii" Tahereh Mafi

,,Nikt nie wie, dlaczego dotyk Julii zabija. Bezwzględni przywódcy Komitetu Odnowy chcą wykorzystać moc dziewczyny, aby zawładnąć światem. Julia jednak po raz pierwszy w życiu się buntuje. Zaczyna walczyć, bo u jej boku staje ktoś, kogo kocha."


Julia to siedemnastolatka, która od 264 dni siedzi w ośrodku dla psychicznie chorych i obłąkanych ludzi. Od 264 dni nie wypowiedziała ani słowa.
Od 264 dni nikt jej nie dotknął. A wszystko to przez jej dar, czy jak ona to nazywa przekleństwo. Dotyk jej gołej skóry zabija. Wysysa energię życiową z każdej istoty.
Niespodziewanie do jej celi dołącza inny więzień. Nowy współlokator jest, o zgrozo, chłopakiem i ma na imię Adam. Okazuje się, że on jako jedyny może ją dotknąć.
Tymczasem bezwzględny przywódca sektora 45, Warner, wypuszcza ją z zakładu, a w zamian proponuje układ. Julia ma stać się śmiercionośną bronią przeciwko rebeliantom.

O Matko... Tyle emocji! Przed chwilą przeczytałam tą książkę jeszcze raz, aby przypomnieć sobie szczegóły i obmyślić jak napisać tą recenzję. Podczas czytania zakochałam się w niej na nowo. Każde zdanie to osobny cytat, metafora. Jest pisana bardzo emocjonalnie i delikatnie zarazem. Opisy i przemyślenia pełne patosu i może czasem zbyt nim przesycone, sprawiają że powieść trzyma czytelnika za serce.
Przekreślenia i liczne powtórzenia słów przemyśleń bohaterki , które kłębią się jej w głowie, a które próbuje przelać na papier są czymś niesamowitym, poruszającym i pozwalającym dogłębnie zrozumieć stan w jakim znajduje się Julia. Każda strona tej książki wypełniona jest emocjami, które wywołują zaciekawienie, poruszenie, a nawet złość.
,,Teraz już wiem, że naukowcy się mylą.
Ziemia jest płaska.
Wiem to, ponieważ zepchnięto mnie z jej krawędzi, choć przez 17 lat próbowałam się jej trzymać. Próbowałam wspiąć się z powrotem, ale pokonanie grawitacji graniczy z cudem, kiedy nikt nie chce podać ci ręki.
Kiedy nikt nie chce ryzykować, dotykając cię."

W całym utworze autorka stosuje motyw przekreśleń, który jak się domyśliłam, ma nam uświadomić, których myśli bohaterka wstydzi się lub nie chciała na pisać.
,,-Mogę usiąść obok ciebie?
To byłoby cudowne
-Nie"
,,- Na długo tu trafiłaś?- pyta w końcu
- Na zawsze Nie wiem.
Na początku książki przekreśleń jest dużo. Im bliżej jej końca tym ich liczba się zmniejsza. Na ostatnich stronach nie ma ich w ogóle. W ten sposób widzimy jak zmienia się Julia. Dojrzewa i staje się bardziej odważna. Przestaje uważać swoją moc za przekleństwo i zaczyna rozumieć, że ma dar.

Bohaterowie są genialnie stworzeni. Może momentami Julia denerwuje swoimi zachowaniami, które czasem są nierozważne, ale czy nie tak robią wszystkie główne bohaterki? Ale zdziwiło mnie to, jak delikatna, a zarazem silna jest Julia. Odda  życie za tych, których kocha. Warner... Tego człowieka kocham, ale jeśli nie przeczytaliście trzeciej części to nie zrozumiecie tej miłości! Adam, Kenji doskonali! Uwielbiam ich obydwu, w szczególności tego drugiego za jego cięty język i jednocześnie wielkie serce. On, mimo tragizmu książki, nadaje jej odrobinę humoru, który sprawiał, że momentami zwijałam się ze śmiechu.
"Kenji patrzy na mnie. A ja na niego.
Śmieje się i kuśtyka do przodu.
- Jak na laskę od czubków to nawet jesteś sexy.
Klik.
Kenji wycofuje się z rękami nad głową. Adam przyciska lufę do jego czoła. 
-Trochę szacunku, bo rozwalę ci czaszkę.
-Ż a r t o w a ł e m...
-Uśmiałem się."

"Celuję w jego nos.
-Jestem tak interesująca, że mogę cię zabić gołymi rękami.
Ledwie dostrzegam błysk strachu w jego oczach. Przełyka kilkanaście litrów upokorzenia. Próbuje się uśmiechnąć.
-Pewna jesteś, że nie jesteś stuknięta?
-Nie- przekrzywiam głowę- Nie jestem pewna.
Kenji się śmieje. Mierzy mnie wzrokiem.
-Cholera. Ale dzięki tobie stuknięty naprawdę nieźle się kojarzy."

Czasem może irytować poetycki styl autorki i nazbyt rozbudowane metafory. Spotkałam się nawet z taką opinią: ,,Gdybym chciała poczytać wiersze, to kupiłabym sobie tomik poezji."
Myślę, że tutaj wiele zależy od gustu. Ja, choć pierwszy raz spotkałam się z takim stylem, naprawdę go pokochałam. Często wracam do tej książki i uwielbiam ponownie przeżywać razem z Julią tę historię. Za każdym razem kiedy ją czytam, myślę: ,,Boże, ależ to jest genialne".

Podsumowując, jak dla mnie ta książka to klasa sama w sobie. Piękna historia, świetny styl pisania, silna bohaterka. Wszystkie aspekty, które cenię sobie w książce. Może się powtórzę, ale nie mogę tego nie napisać jeszcze raz: Kocham tę książkę. Przeczytaj ją, a też się zakochasz.

Cześć!

Witam każdego kto zechciał wejść na tego bloga i poczytać moje wypociny ;D
Może dla Was nie są niczym specjalnym, ale dla mnie to bardzo ważne, jeśli ktoś skomentuje mój wpis ;) Trochę się stresuję, ale to mobilizujący stres :) Mam nadzieję, ze spodobają Wam się recenzje i będziecie zaglądać tu częściej :))