„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
,,Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?"
Kiedy kupowałam ,,Delirium" liczyłam, że trafiłam na świetną książkę. Pomyślałam: "Fajny opis, widać, że to nietypowe romansidło". Niestety, powieść nie sprostała moim oczekiwaniom.
Lena mieszka w świecie, gdzie miłość to choroba, której ludzie panicznie się boją. Znana jako amora deliria nervosa zabija podczas swojego czwartego stadium. W wieku osiemnastu lat każdy przechodzi zabieg, podczas którego aplikuje się remedium na miłość. Ludzi łączy się w pary dobierając ich względem podobieństw charakterów, a potem (bez miłości) płodzą potomstwo i je wychowują. Lena od zawsze nie mogła doczekać się zabiegu. Tak jak inni, panicznie bała się zachorować. Jednak podczas ewaluacji, poznaje Alexa. I wtedy wszystko się zmienia. Dowiaduje się o ruchach oporu i o tym co naprawdę dzieję się w ich społeczeństwie. Odkrywa, że sama nie mogłaby żyć bez miłości. Jednak zabieg zbliża się wielkimi krokami. A bliscy Leny zaczynają podejrzewać, że zachorowała...
Zacznę może od aspektu, którego może nie powinno brać się pod uwagę przy recenzji książki, ale...Okładka. Dla tych, którzy nie czytali tej książki, może być ładna, bo taka oczywiście jest. Ale co ona ma wspólnego z treścią? No dobrze, jest twarz Leny (ja tak to odebrałam), ale po co ona jest do połowy zanurzona w wodzie? Nie mam pojęcia, może ktoś mi to kiedyś wytłumaczy...
Widać, że książka starała się wykreować na "Igrzyskach Śmierci", zresztą jak każdy przyszły młodzieżowy bestseller. Z tyłu okładki jest tekst: "Jesteś pod wrażeniem Igrzysk Śmierci? Oto następna trylogia, na której punkcie totalnie zwariujesz. Delirium to niepokojący thriller, który sprawi, że błyskawicznie sięgniesz po następny tom!" Sorry, ale ja nie zwariowałam na jej punkcie. Gdzie ten thriller, na który tak liczyłam? I owszem sięgnęłam po następny tom, ale tylko dlatego, że mam w zwyczaju dokańczanie serii.
Bardzo nie podobał mi się styl pisania Lauren. Znaczna większość książki to opisy otoczenia i przemyślenia bohaterki. Kiedy się to czyta ma się wrażenie jakby autorka próbowała opisać każdy kawałek ziemi w Portland. I to kilka razy. Akcja toczy się bardzo wolno, a dialogów nie ma prawie w ogóle. Co mnie bardzo denerwowało, ponieważ preferuję wartką akcję i konkretną treść. Nie uśmiechało mi się czytanie czterech stron o tym jak bardzo brudne były buty Leny.
Problematyka miłości jako choroby została bardzo dobrze napisana. Pozwala nam spojrzeć na miłość z innej perspektywy.
„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.” Na początku każdego rozdziału poznajemy poszczególne etapy choroby i jej objawy. Wielki plus za wykreowanie takiego świata.
Jeśli chodzi o bohaterów, to uważam że byli bardzo słabo wykreowani. Lenie nie można nic zarzucić. Autorka poświęciła jej dużo czasu. Niestety, w niektórych momentach zapomniała, że są tam też inni bohaterowie. Dowiadujemy się o nich trochę więcej dopiero w następnych częściach.
Podziwiam autorkę za ogólną ideę książki. Niewielu pisarzy wpadłoby na stworzenie tak genialnego świata, jak ten w Delirium. Zdarzenia niosą ze sobą ważne przesłania: warto walczyć o miłość, czasem trzeba się postawić władzy. Bardzo dobry pomysł na książkę. Szkoda tylko, że Lauren Olivier trochę go zmarnowała. Sama akcja, która się toczy jest fajna. Widać, że została przemyślana. Jednak, moim zdaniem, kiepsko zapisana.
To tyle. Jeśli ktoś lubi długo ciągnącą się akcję i dużo opisów lub ciekawi go jak wygląda każdy znak drogowy w Portland, to serdecznie polecam. Mnie książka trochę zawiodła. Może zbyt dużo od niej oczekiwałam? Tym którzy tak jak ja, lubią wartką akcję, dużo dialogów i niebanalnych bohaterów, radzę odłożyć książkę na półkę i zabrać się za inną.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz