sobota, 10 stycznia 2015

,,Gwiazd Naszych Wina" John Green

,,Szesnastoletnia Hazel choruje na raka i tylko dzięki cudownej terapii jej życie zostało przedłużone o kilka lat.
Jednak nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie funkcjonuje jak inne dziewczyny w jej wieku, zmuszona do taszczenia ze sobą butli z tlenem i poddawania się ciężkim kuracjom. Nagły zwrot w jej życiu następuje, gdy na spotkaniu grupy wsparcia dla chorej młodzieży poznaje niezwykłego chłopaka. Augustus jest nie tylko wspaniały, ale również, co zaskakuje Hazel, bardzo nią zainteresowany. Tak zaczyna się dla niej podróż, nieoczekiwana i wytęskniona zarazem, w poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania: czym są choroba i zdrowie, co znaczy życie i śmierć, jaki ślad człowiek może po sobie zostawić na świecie.
Wnikliwa, odważna, pełna humoru i ostra Gwiazd naszych wina to najambitniejsza i najbardziej wzruszająca powieść Johna Greena. Autor w błyskotliwy sposób zgłębia w niej tragiczną kwestię życia i miłości."


To właśnie jedna z tych książek, których nie da się zapomnieć, ani nie wzruszyć się podczas jej czytania. Nikt kto ją przeczytał nie może tak po prostu odłożyć jej na półkę. Należy do tych książek, które są po prostu dobre. Doskonałe w swojej prostocie. Nie da się nie zauważyć geniuszu John'a Green'a. Jego umiejętność do manipulowania czytelnikiem jest godna podziwu. Nawet ja, choć nie miewam w zwyczaju płakać podczas czytania, ryczałam jak bóbr przy ostatnich rozdziałach i przez pół godziny nie mogłam się otrząsnąć.

Autor ma fajny i lekki styl pisania, który bardzo łatwo się czyta. Podobało mi się, to w jaki sposób Green opowiada o chorobie Hazel. Podchodził do tego z dużym dystansem, co sprawiało, że to nie jest to książka o raku a o wielkiej miłości. Można powiedzieć, że ta książka jest jednym wielkim cytatem. Główna bohaterka dużo rozmyśla o swojej chorobie, o życiu i o śmierci. Jednak mimo poważnej tematyki jest pisana z humorem jak większość książek John'a. To sprawia, że sam rak schodzi na drugi plan.

Jeśli chodzi o postacie, to Hazel bardzo mi się podobała. Zwykła nastolatka, która niestety umiera, ale dostaje od życia szansę na miłość. Po tylu latach choroby już chyba oswoiła się z myślą, że wkrótce umrze, dlatego o swojej chorobie mówi z dużym dystansem. Augustus był oczywiście wspaniały. Uroczy, zabawny, inteligentny i jako jedyny rozumiał Hazel. Jednak jedyne co muszę mu zarzucić to to, że jak dla mnie to był trochę zbyt pretensjonalny. Te wszystkie jego metafory były mocno przesadzone. Weźmy na przykład rozmowę Hazel i Gusa, kiedy ten wyciągnął papierosa, a dziewczyna myślała, że go zapali i zaczęła prawić mu morały na temat chorób płuc. Augustus powiedział wtedy: ,, Widzisz, to metafora: trzymasz w zębach czynnik niosący śmierć, ale nie dajesz mu mocy, by zabijał.(...) Metafora.
Ale to tylko drobny szczegół, który akceptuję, ponieważ wiem, że taka właśnie miała być ta postać. Ogólnie ich rozmowy były bardzo ciekawe. Wydawało mi się jakby obydwoje bardzo dobrze rozumieli siebie nawzajem, choć inni nie widzieli sensu w ich rozmowach. Bardzo przyjemnie czyta się ich dialogi, a ja prawie za każdym razem się uśmiechałam.
,,Nawet się za dobrze nie znamy- zoponowałam. Wzięłam książkę z półki między siedzeniami.- Może zadzwonię do ciebie, kiedy skończę ją czytać?
-Ale przecież nie znasz mojego numeru - zauważył.
-Mam dziwne przeczucie, że zapisałeś mi go na karcie tytułowej.
Uśmiechnął się tym niemądrym uśmiechem.
- I ty twierdzisz, że się dobrze nie znamy."

,, A nie masz już marzenia?- Chodziło mu o tę organizację, o Fundację Jestem Dżinem, która spełnia życzenia chorych dzieciaków.
-Nie - odpowiedziałam.- Wykorzystałam je przed Cudem.
-A na co?
Westchnęłam głośno.
- Miałam trzynaście lat- zaznaczyłam.
-Tylko nie Disney!- przeraził się.
Nie odpowiedziałam.
-Hazel GRACE- krzyknął- Nie wykorzystałaś chyba swojego jedynego życzenia przed śmiercią, żeby pojechać z rodzicami do Disney Worldu!
-I do Epcot Center- wymamrotałam.
-O, mój Boże - załamał się Augustus. -Nie mogę uwierzyć, że zadurzyłem się w dziewczynie, która ma tak pospolite marzenia."

Naprawdę to świetna książka, która przebija wszystkie inne książki o rakach i miłości. Jest nie tylko dla młodzieży, ale i dla osób dorosłych (moja mama może to potwierdzić). Każdemu gwarantuję falę emocji, która spłynie na każdego po przeczytaniu. Nawet najtwardsi czytelnicy będą płakać lub chociaż zostaną poruszeni.

-Okay- powiedział, gdy minęła cała wieczność.- Może ,,okay" będzie naszym ,,zawsze".
-Okay- zgodziłam się.

Mam nadzieję, że ktoś w ogóle czyta te moje wypociny ;p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz