poniedziałek, 5 stycznia 2015

,,Szukając Alaski" John Green

,,Życie Milesa Haltera było totalną nudą aż do dnia, gdy zaczął naukę w równie nudnej szkole z internatem. Wtedy spotkał Alaskę Young. Piękną, inteligentną, zabawną i do bólu fascynującą. Alaska owinęła sobie Milesa wokół  palca, wciągając go do swojego świata i kradnąc mu serce. Czy dzięki niej chłopak odnajdzie to czego szuka? Wielkie Być Może- najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości."


Głównym bohaterem i zarazem narratorem jest Miles Halter, szesnastolatek pozbawiony przyjaciół, którego największą pasją jest zapamiętywanie ostatnich słów znanych ludzi. Miles ma w życiu cel – odnaleźć Wielkie Być Może, czyli najprawdziwsze i najintensywniejsze doświadczenie rzeczywistości. Postanawia je znaleźć w Culver Creek, szkole z internatem, słynącej z dość rygorystycznych zasad. Tam poznaje Alaskę Young, intrygującą i piękną dziewczynę, o magnetycznej osobowości, dziewczynę, która odmieni jego życie. Wraz z nią i resztą jej paczki – Pułkownikiem, Takumim i Larą, Miles pozna uroki młodości, których do tej pory nie zaznał. A przede wszystkim pozna jak smakuje przyjaźń.
Oczywiście John Green nie byłby sobą, gdyby nie wprowadził do tej sielankowej powieści trochę zamieszania. Książka jest podzielona na części: Przed i Po. Naturalnie można się domyślić, że na przełomie tych części zdarzy się coś ważnego- już na początku czytania zorientowałam się, że to będzie właśnie to wydarzenie, którym Green całkowicie mnie rozbroi tak jak to bywało w innych jego książkach. I oczywiście miałam rację. Znów biję pokłony John'owi, który kolejny raz złamał mi serce i jednocześnie je posklejał. Ta książka, pozornie zwykła i prosta, ma w sobie coś tak urokliwego, że nie da się przejść obok niej obojętnie.

Bohaterowie jak zwykle w książkach Green'a są charakterystyczni i fascynujący. Szczególnie Alaska jest bardzo tajemnicza. Można by nawet stwierdzić, że jest dziwna i szalona.
"Gdyby ludzie byli deszczem, to ja byłbym mżawką, a ona huraganową ulewą."
Tak określa ją Klucha (takie przezwisko nosi Miles). Uważam, że tu trafił w sedno. Jest szalona i wybuchowa, a czasem bywa refleksyjna i pogrążona w myślach. To sprawia, że tak fascynuje czytelników. Jest też bardzo inteligentna, ma trafne spostrzeżenia i dużo myśli o życiu.

,,-Dlaczego palisz tak cholernie szybko?- zapytałem.
Popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się szeroko- taki rozdziaw japy przy jej małej twarzy mógłby wyglądać przygłupiaście, gdyby nie kontrastowała z nim niezaprzeczalna elegancja zieleni jej oczu. Uśmiechnęła się, rozradowana jak dzieciak w ranek Bożego Narodzenia, i rzekła:
-Wy wszyscy palicie dla przyjemności. Ja palę po to, aby umrzeć."

,,-Chciałam zawsze mieć coś do czytania, no ale jest tak dużo do zrobienia. Papierosy do wypalenia, seks do uprawiania, huśtawki do huśtania się. Będę miała więcej czasu na czytanie, gdy zrobię się stara i nudna."

John Green pod przykrywką zwykłej, prostej książki, zagłębia się w bardzo ważne tematy o życiu, śmierci, problemach. Bardzo, bardzo polecam tę książkę, a jeżeli jeszcze ktoś nie czytał żadnych powieści tego autora to odsyłam do księgarni i zachęcam do rozkoszowania się pięknym i refleksyjnym dziełem John'a Green'a.

3 komentarze:

  1. Super recenzja :) John potrafi wywołać właśnie takie silne sprzeczne emocje. Czytałaś może "Papierowe miasta"? Mnie osobiście konstrukcja obu książek wydaje się bardzo podobna. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Mamo, nie wierzę, że tu weszłaś! <3 Dziękuję :D Papierowych miast właśnie nie czytałam, ale mam w planach. W śnieżną noc i Gwiazd Naszych Wina czytałam. Tak, wujek John zawsze mnie zaskakuje ;D
    Również pozdrawiam i... CIĄGLE NIE MOGĘ UWIERZYĆ, ŻE CI SIĘ SPODOBAŁO <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio też zrecenzowałam "Szukając Alaski". Jedna z moich ulubionych książek :)

    OdpowiedzUsuń